Archiwum

sobota, 13 lutego 2016

Restauracja Wariatka

Wariatka Cocktail Bar & Restaurant, ul. Elektryczna 12. Białystok.

Jakże dumnie brzmi pełna nazwa lokalu, który mieści się w budynku Teatru Dramatycznego im. Al. Węgierki w Białymstoku. Tak, tak kochani to dokładnie tam gdzie był nasz stary Antrakt a potem Mistrz i Małgorzata! Kombatanckie wspomnienia...
Dziś to zupełnie inne miejsce: eleganckie i z doskonałą kuchnią. Piwnica pod teatrem przeszła autentyczną metamorfozę - zmieniła się z piwnej nory w przytulną i romantyczną restauracyjkę. 








Bardzo przyjemne wnętrze... i skąd się dowiedziałam, że tam jest dobre jadło? Prosta sprawa, barometrem, miarą i dowodem na wysoki poziom kuchni danego lokalu jest uczestnictwo w Nocy Restauracji. Kucharze mogą wtedy pokazać swój kunszt, wejść na kulinarną scenę miasta (a nie jest mała, o nie!) i zwyczajnie złapać klientów. Mnie złapali :)
To ta sałatka oraz zupa ze szparagów skradły moje serce w maju 2015: 



 Innym razem jadłam w Wariatce genialną sałatkę z orzechami nerkowca i kozim serem. Sałatka owa jest serwowana w wielkim liściu kapusty, z bagietką i ma to do siebie, że można nią nakarmić dwie i pół osoby ;) Pychota. 


No i na koniec: dania sylwestrowe. Tak, tak nawet Sylwestra w w Wariatce spędzaliśmy :)
Na poniższych zdjęciach: pescaccio z łososia i wędzonego halibuta z suszonymi pomidorami i szparagami, zupa: krem parmentier z buraczanym creme fraiche, confitowane udo kaczki z kolorowym puree z zielonym groszkiem w maśle estragonowym pod sosem z czerwonego porto oraz deser: torcik czekoladowy z gorącą białą czekoladą: 





Wata cukrowa on top. Ten proszek to tylko kruszonka, bez skojarzeń!

Na koniec szczera uwaga o obsłudze Wariatki: podziwiam pracowitość i cierpliwość zwłaszcza pana kelnera! Profesjonalizm 100%. Tak trzymać proszę państwa!

czwartek, 11 lutego 2016

Trattoria Gallo Nero

Białystok ul. Warszawska 30B. 
Gdy odwiedziliśmy Gallo Nero lokal istniał zaledwie 3 tygodnie (25 październik 2015). Restauracja znajduje się na ul. Warszawskiej, "na zapleczu" hotelu Gołębiewski, w miejscu gdzie kiedyś, przez lata istniała knajpa "Ulice świata". Potem przez krótki czas próbowano tam serwować ryby - nie udało się. Padła też, mocno promowana restauracja meksykańska, a była tuż po sąsiedzku ale ... Gallo Nero ma wielkie szanse na przetrwanie.


Na banerze wielkie hasło, nieskromnie twierdzą, że to najlepsza restauracja włoska na Podlasiu! Nie planowaliśmy wyjścia na obiad więc bez rezerwacji próbujemy dostać stolik. Pora obiadowa, niedziela, nie tylko my zgłodnieliśmy, okazuje się, że będzie ciężko, lądujemy przy małym dwuosobowym stoliczku z zastrzeżeniem, że jest zarezerwowany na 15:10. 

Mamy godzinę na skonsumowanie. Indaguję kelnerkę czy ciągle mają takie obłożenie, okazuje się, że tak! Jedzenie jest wyśmienite, o czym zaraz się przekonamy. Bierzemy pizzę quattro, bywało się w Italii to chcemy porównać czy pizza jak w Toskanii czy jak w Pizzahut.


Emotikon winkEgzamin zdany, pizza prawdziwie włoska, na cieniutkim chrupiącym spodzie, nie przeładowana dodatkami i nie skąpana sosem i olejem. Za to dodatki są bardzo dobrej jakości: smakowite karczochy, aromatyczne pieczarki, porządna szynka. Zaiste po włosku! Na koniec deser - panna cotta, ledwie zdążyłam zrobić zdjęcie - doskonała, sprężysta - polana pyszną czekoladą, dziecko chciało oblizać talerz. 
 Emotikon wink 
Restauracja jest estetycznie urządzona, w stylu trattorii - przytulnie i skromnie. Mamy tu kącik dla dzieci oraz imponujący piec do pizzy, to dzięki niemu tak genialne ciasto. Gdyby ktoś miał wątpliwości co znaczy gallo nero - motyw czarnego koguta konsekwentnie pojawia się w dekoracji wnętrza. Tuż przy wejściu można sobie poczytać dlaczego ów kogut taki kultowy ;)
Pozytywnym zaskoczeniem są ceny. Kieliszek prosecco 8 zł a duża pizza 30 zł. Nie wiem jak Wy ale ja tam jeszcze wrócę - jestem bardzo ciekawa jak kucharze radzą sobie z małżami, wołowiną czy z makaronami.
Jeżeli chcecie zjeść w Gallo Nero w weekend i w porze obiadowej to proponuję zrobić rezerwację, widzieliśmy jak kilka osób musiało wyjść z restauracji z kwitkiem, z powodu braku miejsc.
Trzymamy kciuki za Czarnego Koguta, ma wielkie szanse żeby przełamać złą passę tego miejsca. 
Piec do pizzy robi wrażenie od progu

Estetycznie, skromnie, przytulnie - Trattoria na całego

Kącik dla dzieci

Czarny kogut - Gallo Nero



środa, 10 lutego 2016

Suwalszczyzna na wakacje część 1.

Dlaczego warto, planowanie, zakwaterowanie.
Bardzo długo zwlekałam zanim zaczęłam się na poważnie przymierzać do "opisania" Suwalszczyzny. Nie lubię patosu, nie lubię się publicznie spowiadać i przyznawać do błędów. Jak każdy pewnie... Emotikon smile 
Prawda jest taka, że wszelkie opowieści znajomych i krajoznawców na temat piękna Suwalskiego Parku Krajobrazowego puszczałam mimo ucha. Myślałam sobie, a może i głośno mówiłam, że "dobra, dobra piękne krajobrazy a jak się sknoci pogoda to, tak jak w Sopocie czy Mikołajkach – nuda i zero sensownej opcji, zwłaszcza z dziećmi. A w ogóle to najlepsze wakacje spędza się w klimacie śródziemnomorskim". 
To teraz publicznie wszystko to odszczekuję. Nigdy w życiu nie zapomnę jak moje dzieci, wspinając się na Górę Zamkową w Szurpiłach, wykrzykiwały "mamo jak tu pięknie" a mnie to piękno aż ściskało w gardle...Na pytanie czy wolą zwiedzać zamki nad Loarą czy oglądać TAKIE krajobrazy wybrały... krajobrazy. 

Wspinamy się na górę Zamkową, widoki zapierają dech w piersi...
Jesteśmy rodziną mobilną, typ turysty: ciekawski i ruchliwy. Na 7-o dniowych wakacjach, na plaży leżymy maksymalnie 9-10 godzin z czego te dwie ostatnie to już sami siebie zagrzewamy do walki o przetrwanie 
Emotikon winkZaplanowane przeze mnie wakacje na Suwalszczyźnie musiały sprostać wymaganiom rozpieszczonej gromadki, która bywała w sztandarowych miejscach turystycznej Europy. Udało się i chcemy tam wrócić. Każdy z Was może powtórzyć ten sukces Emotikon smile
Zacznijmy od podstaw. Zakwaterowanie. Sprawa bardzo ale to bardzo indywidualna. Zależy Wam na hotelu ze śniadaniami czy na agroturystyce w zapadłej wiosce gdzie od rana macie kontakt z przyrodą? Chcecie wieczorkiem skoczyć do knajpy czy słuchać ptaków wśród łąk? Macie samochód którym wszędzie dojedziecie czy przyjeżdżacie na Suwalszczyznę autobusem PKS i będziecie korzystać z lokalnej wypożyczalni rowerów? Od odpowiedzi na te pytania będzie zależeć jakość waszych wakacji. Wszystko to da się znaleźć/wykonać na Suwalszczyźnie .Emotikon smile
My akurat wybraliśmy Hotel Loft w Suwałkach, jeżeli jednak szukacie czegoś tańszego, bliżej przyrody, z dala od miasta, w samym sercu parku krajobrazowego albo z dostępem do nowoczesnego ale nie zaludnionego kąpieliska, w ciszy i spokoju to mogę z czystym sumieniem polecić te trzy miejsca:

1. Miejscowość Błaskowizna nad krystalicznie czystym Jeziorem Hańcza, z nowoczesnym kąpieliskiem, z pomostem, przebieralnią, boiskiem do piłki plażowej. Tu szukacie odpowiedniej agroturystyki.
Infrastruktura, spokój, woda przeźroczysta. Jezioro Hańcza w Błaskowiżnie



2. Gościniec Drumlin w Udziejku – absolutnie czarujący, stylowy pensjonat w samym środku Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Na terenie gościńca istnieje mały skansen, można wypożyczyć kajaki, rowery i zaznać relaksu...Charyzmatyczny właściciel serwuje niesamowity kwas bzowy i sękacza.
Wnętrze Gościńca

Skansen i kajaki

Gościniec Drumlin

3. Dom Gościnny, położony we wsi Mierkinie na wzgórzu z którego rozpościera się piękna panorama na Jezioro Hańcza. Widok i spokój którego zaznać w XXI wieku nie łatwo...
Dom Gościnny oferuje taki widok...
Akurat te trzy miejsca spodobały się nam najbardziej, ale oczywiście macie przeogromny wybór, może gdzieś obok jest coś co Wam się bardziej spodoba! Długie zimowe wieczory sprzyjają planowaniu wakacji. Oglądajcie i szukajcie. W następnych postach pokażę Wam ile atrakcji czeka Was na Suwalszczyźnie. Niemniej warto zacząć od kwatery :)

wtorek, 9 lutego 2016

Browar Słodowy Dwór - lokalne piwo z Podlasia

Doskonałe, lokalne piwo z Harasimowicz
Od dłuższego już czasu, piwa produkowane masowo są passe. Pijesz Lecha, Tyskie czy inny Żywiec lub Warkę...jesteś poza trendami. Dodatkowo masz mega kaca bo przecież wiadomo (?), że goryczkę w tych piwach uzyskuje się dodając w procesie produkcji wołową żółć. Czy to prawda? Nie wiem ale niezmiennym faktem jest szał na niewielkie, lokalne browary, które warzą swoje piwa w małych kadziach, ograniczonych ilościach i według tradycyjnych receptur. Na fali tej mody większą popularnością cieszą się puby i restauracje, które zaskoczą nas wyrobem nietypowym a od kilku lat dobrze prosperują sklepy z tradycyjnym piwem litewskim...
Nasz region nie pozostaje w tyle. Mamy jak dotąd dwie, wpisujące się w ten trend marki: Gloger oraz Browar Słodowy Dwór
Logo ze strony Browaru Słodowy Dwór
Muszę przyznać, że piwo z Harasimowicz (okolice Dąbrowy Białostockiej) gdzie mieści się Słodowy Dwór, zaskakuje i zachwyca nawet "lajkoników" w kwestiach piwnych. 
Piwo, które piłam jako pierwsze nazywa się "Czerwone bagno" i jest po prostu pyszne: ciemne, łagodne, lekko gazowane o głębokim jakby kawowym smaku. Niestety chwilowo browar go nie warzy...Za to ostatnio skosztowałam trunku pszenicznego, białego. Ma ciekawy aromat i jest baaardzo orzeźwiające, zwie się Białe Podlaskie: 
Emotikon smile
Grafika ze strony Browaru Słodowy Dwór


Piwosze i nie tylko, zainteresujcie się koniecznie - na pewno któryś z siedmiu rodzajów piw ze Słodowego Dworu zaimponuje Wam swoją oryginalnością! Nie jest to produkt specjalnie tani i łatwo dostępny ale ... warto szukać. Dostaniecie go w specjalistycznych sklepach z piwem ale też np. w pubie 33 Krany i Trattorii Czarna Owca 

Szata graficzna etykiet piw z Harasimowicz, jak choćby te poniżej - absolutnie the best. Nazwy odwołują się do podlaskich atrakcji i miejsc. Brawo!!!!

Moje najulubieńsze Czerwone Bagno, zdjęcie własne
Grafika ze strony Browaru Słodowy Dwór




poniedziałek, 8 lutego 2016

Tango Prohibicja - recenzja spektaklu

Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku.
Tango Prohibicja ma już za sobą drugie urodziny, premierowy spektakl miał miejsce w styczniu 2014.

Rzecz się dzieje w Sylwestra roku 1938, scenariusz nie prowadzi nas do jakiejś wielkiej puenty ale jest tłem do zaprezentowania największych przedwojennych szlagierów. Podobno Tango odniosło bardzo duży sukces, tak duży że w grudniu 2015 miała miejsce premiera kolejnej części śpiewogry pt. Bigbit Milicja.
Gdybym miała ocenić sztukę w skali od 1 do 5 to dałabym jej 3+. Aktorzy co prawda dają z siebie wszystko, jest kilka mistrzowskich interpretacji przedwojennych hitów ale do pełnej satysfakcji czegoś jednak zabrakło.
Dwudziestolecie międzywojenne to temat szalenie modny i kojarzony z hucznymi, zakrapianymi imprezami, przepychem i blichtrem. No i tu zderzamy się z białostocką oszczędnością sceniczną. 
Po pierwsze i najważniejsze tło i scenografia są na prawdę słabiutkie, coś się tam niby dzieje, jakiś bar w głębi sceny, ktoś się kręci ale efekt jest marny. 
Małe stoliczki, drewniane marne schody...
Dużą zaletą jest muzyka na żywo z perkusją oraz charakterystyczne lampki wzdłuż sceny. Nie ma oświetlonych schodów, piór na głowach tancerek i tłumu. Sceniczny lokal jest pusty a usilne próby wygenerowania wrażenia, że publiczność bawi się w tej knajpie z aktorami ... średnio udana. Może by się to udało gdyby, tak jak onegdaj na Latającym Cyrku Monty Pytona, zamiast widowni siedzącej w szeregach, widownia siedziała przy luźno ustawionych stolikach...
Dobór piosenek do spektaklu też nieco dyskusyjny, osobiście zabrakło mi chociaż jednego utworu Stanisława Staszewskiego lub motywu trąbki z Vabanku J. Machulskiego.
Za kilka dni obejrzę Bigbit Milicja i mam nadzieję, że osadzenie akcji w epoce będzie bardziej dopracowane i ...trafione.
Jeżeli interesujecie się okresem międzywojennym to warto się na Tango wybrać - jeżeli ten temat Was nie dotyczy wybierzcie inny spektakl, ot choćby "Pięć kilo cukru".

niedziela, 7 lutego 2016

33 Krany. Craftb33r Tap Pub

Białystok, ul. Legionowa 14/16.
W miejscu gdzie kilka lat temu funkcjonował modny klub nocny z tańcami, w dawnym schronie, od niedawna istnieje pub o tajemniczej nazwie 33 Krany. Jest to z całą pewnością alternatywa dla wiecznie zatłoczonego Multibrowaru, albowiem te 33 krany to nic innego jak tyle to właśnie rodzajów lanego piwa z małych, tradycyjnych browarów z całej Polski.


Zacznijmy od początku. Wejście do lokalu zimą jest nieco ryzykowne - pokryte śniegiem płytki są fatalnie śliskie, uważajcie.
Schodzimy schodami w dół, po prawej od wejścia interesująco otwarta "beczkownia", niczym hydrofornia - pełno przewodów i beczek - artystyczny nieład. 

Ogromny bar za którym uwija się obsługa. Panowie, bardzo szybko nawiązują kontakt, niewątpliwie znają się na piwie, opowiadają z pasją o tych wszystkich rodzajach browarów, smakach i sposobach warzenia. W głowie się kręci od informacji.
Wybór jest faktycznie ogromny bo oprócz piwa z kranów można też skosztować czegoś spośród piw butelkowych. Dostaliśmy też dwa gatunki wyrobów ze Słodowego Dworu (Browar z Harasimowicz). 


Kufel 400 ml kosztuje 10 zł, można też zamówić testery w mniejszych szklaneczkach. Jeżeli nie znacie się za bardzo na piwie polecam tą opcję, można trafić na piwo którego gorycz przerasta nieobeznane podniebienie .

Emotikon smile
Niestety w lokalu nie zjecie niczego specjalnego - chipsy, paluszki, orzeszki. Słabo trochę jak na dzisiejsze czasy...Muzyka nie łupie za mocno, można spokojnie porozmawiać i za to wielki plus. Wystrój wnętrza - nie jest imponujący. Przytulne, ceglane ściany, bardzo ciekawy bar z ogromną tablicą a do tego ... przaśne, ciężkie, rustykalne, drewniane ławy i stoły. Trochę jak z lat 90-ch... Wiem, że to pub ale jakoś to ze sobą nie współgra, bo toalety są na przykład bardzo klubowe - nowoczesne. 





Piwo jest tu stosunkowo drogie więc mam nadzieję, że właściciele wkrótce dołożą trochę do interesu bo szkoda by było tego lokalu. Moda na fikuśne i tradycyjne piwa trwa ale białostocka klientela jest wymagająca. Bierhalle nie wytrzymało, na przeciwko mamy Kawelina z piwem litewskim za 8 zł gdzie można dobrze zjeść. 
Lokal ma wielką szansę aby na stałe wpisać się w "piwną" mapę Białegostoku radzę jednak dać klientom coś więcej niż piwo bo konkurencja jest duża.


sobota, 6 lutego 2016

Najlepsze muzea Białegostoku i okolic.

Subiektywny przegląd i ściąga dla oszczędnych.

Serce roście każdego roku, w Noc Muzeów, kiedy szał muzealny ogarnia mieszkańców Polski i Białegostoku a jakże :)
Gdybyście jednakowoż chcieli odwiedzić nasze lokalne placówki w innym terminie, obejrzeć ich zasoby bez pośpiechu, tłoku i nie płacić ani grosza to skorzystajcie z mojej subiektywnej ściągi :Emotikon smile
1) Muzeum Ikon w Supraślu. 
Placówka absolutnie kultowa, multimedialna, nowoczesna, obowiązkowa w programie każdej porządnie zorganizowanej wycieczki po Podlasiu. Miejsce oblegane jak rok długi i szeroki, słusznie z resztą.
CZWARTEK - dzień darmowego wstępu


2) Muzeum Wojska w Białymstoku.
Cieszy się ogromnym zainteresowaniem, choć to muzeum w klasycznym stylu wyraźnie ewoluuje w kierunku bliższej interakcji z widzem. Obok budynku, jest dostępny do zwiedzania wagon towarowy "tiepłuszka". Tego typu wagonem Sowieci wywieźli tysiące ludzi na Syberię. Jedyna taka ekspozycja w Polsce.
SOBOTA - dzień darmowego wstępu

Photo credit: PolandMFA / Foter.com / CC BY-NC

Photo credit: PolandMFA / Foter.com / CC BY-NC


3) Muzeum Historyczne w Białymstoku.
Muzeum w centrum miasta a zupełnie nieznane, mało popularne wśród mieszkańców i turystów. Zupełnie niesłusznie. Ma dwie świetne makiety i wspaniałe wyposażenie. Chcecie zobaczyć jak wyglądał legendarny Hotel Ritz? Jak zaprojektował swój Białystok Hetman Jan Klemens Branicki?
SOBOTA - dzień darmowego wstępu
Makieta Białegostoku z XVIII wieku

Wnętrza mieszczańskiego domu z początków XX wieku

Muzeum mieści się w pięknej kamienicy Cytronów
4) Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy.
Muzeum choć niewielkie dysponuje perełkami z czasów Branickich: meble, kominki, obrazy i drobne elementy wyposażenia. Nie musice jechać nad Loarę żeby posmakować XVIII-o wiecznego przepychu.
ŚRODA - dzień darmowego wstępu



5) Muzeum w Tykocinie - Synagoga.
Program obowiązkowy, perła Podlasia. Już sam fakt, że masowo odwiedzają ją turyści z Izraela mówi o jej wyjątkowości. Cudem przetrwała II wojnę światową, druga co do wielkości synagoga w Polsce.
SOBOTA - dzień darmowego wstępu




6) Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego w Białymstoku.
Budzi różne emocje, warto się osobiście przekonać jak wybitnym artystą był Alfons Karny.
NIEDZIELA - dzień darmowego wstępu


7) Ratusz w Białymstoku. 
Stała ekspozycja liczy ponad 120 dzieł najwybitniejszych polskich i obcych malarzy, działających w ciągu ostatnich 250 lat. Szybka lekcja z klasyki malarstwa polskiego.
NIEDZIELA - dzień darmowego wstępu
Photo credit: PolandMFA / Foter.com / CC BY-NC

8) Białostockie Muzeum Wsi.
Otwarte od kwietnia do końca października. Słynie w Polsce z tego, że można się tu zapoznać z mechanizmem działania leśnej bimbrowni.
PONIEDZIAŁEK - od kwietnia do października - dzień bezpłatny
9) Centrum im. Ludwika Zamenhofa.
Wystawę stałą „Białystok młodego Zamenhofa” powinien zobaczyć każdy esperantysta ale i każdy Białostoczanin. Nowoczesna, interaktywna forma pobudza wyobraźnię.
NIEDZIELA - dzień darmowego wstępu