Archiwum

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lutego 2016

Pięć kilo cukru - recenzja spektaklu

Pięć kilo cukru" - Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku. Spektakl obrazoburczy? 

Przyznaję, udałam się do teatru niezbyt dobrze przygotowana, coś tam czytałam, coś tam niby pamiętałam z repertuaru-ulotki, koleżanka nabyła bilety (pozdrowienia dla Eli P.) i już, poszłyśmy.
Byłam przekonana, że idę na spektakl o białostockich Żydach. Emotikon smile 

Po wyjściu z teatru, rozbawiona choć nieco zmieszana stwierdziłam, że raczej była to rzecz o izraelskich gejach albo ... raczej o życiu seksualnym Izraelczyków w XXI wieku. Dziś dodam, że także o obsesjach nowego pokolenia Żydów, które choć bardzo pragnie postawić grubą krechę pod rozliczeniem z Holocaustem to jednak nadal pewnych obsesji pozbyć się nie może. To także opowieść o społeczeństwie dzisiejszego Izraela. Czytałam trochę współczesnej literatury izraelskiej i śmiało mogę napisać, że "Pięć kolo cukru" oddaje ten specyficzny stosunek do świata, do seksu, do tabu...Generalnie im więcej czasu mija od wyjścia z teatru tym więcej się na temat tej sztuki ma przemyśleń...Bo niby dlaczego główny bohater bez owijania w bawełnę, wręcz z pychą, taki niby wyzwolony, opowiadał o swoich przygodach z kobietami a potem o przygodzie z chłopakiem nawet słowa wydusić nie mógł? No czemu? Aktorzy zagrali świetnie ... a pewne momenty nie były łatwe. Emotikon tongue
Wielowymiarowa, zabawna, zaskakująca... taka jest fabuła "Pięciu kilo cukru". Subiektywnie muszę dodać, że wolałabym, żeby scenografia była bogatsza. Za pusto jest ... ale każdy kto był w naszej Operze ot choćby na "Strasznym dworze" cierpi oglądając czarne tło.
Emotikon smile

...a jak weszłam do teatru to zastanowiło mnie, dlaczego jest tak dużo młodzieży w foyer? W tych konserwatywnych czasach, w Białymstoku, mieście miłosierdzia taki smaczek ...? Warto, warto!!!



poniedziałek, 8 lutego 2016

Tango Prohibicja - recenzja spektaklu

Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku.
Tango Prohibicja ma już za sobą drugie urodziny, premierowy spektakl miał miejsce w styczniu 2014.

Rzecz się dzieje w Sylwestra roku 1938, scenariusz nie prowadzi nas do jakiejś wielkiej puenty ale jest tłem do zaprezentowania największych przedwojennych szlagierów. Podobno Tango odniosło bardzo duży sukces, tak duży że w grudniu 2015 miała miejsce premiera kolejnej części śpiewogry pt. Bigbit Milicja.
Gdybym miała ocenić sztukę w skali od 1 do 5 to dałabym jej 3+. Aktorzy co prawda dają z siebie wszystko, jest kilka mistrzowskich interpretacji przedwojennych hitów ale do pełnej satysfakcji czegoś jednak zabrakło.
Dwudziestolecie międzywojenne to temat szalenie modny i kojarzony z hucznymi, zakrapianymi imprezami, przepychem i blichtrem. No i tu zderzamy się z białostocką oszczędnością sceniczną. 
Po pierwsze i najważniejsze tło i scenografia są na prawdę słabiutkie, coś się tam niby dzieje, jakiś bar w głębi sceny, ktoś się kręci ale efekt jest marny. 
Małe stoliczki, drewniane marne schody...
Dużą zaletą jest muzyka na żywo z perkusją oraz charakterystyczne lampki wzdłuż sceny. Nie ma oświetlonych schodów, piór na głowach tancerek i tłumu. Sceniczny lokal jest pusty a usilne próby wygenerowania wrażenia, że publiczność bawi się w tej knajpie z aktorami ... średnio udana. Może by się to udało gdyby, tak jak onegdaj na Latającym Cyrku Monty Pytona, zamiast widowni siedzącej w szeregach, widownia siedziała przy luźno ustawionych stolikach...
Dobór piosenek do spektaklu też nieco dyskusyjny, osobiście zabrakło mi chociaż jednego utworu Stanisława Staszewskiego lub motywu trąbki z Vabanku J. Machulskiego.
Za kilka dni obejrzę Bigbit Milicja i mam nadzieję, że osadzenie akcji w epoce będzie bardziej dopracowane i ...trafione.
Jeżeli interesujecie się okresem międzywojennym to warto się na Tango wybrać - jeżeli ten temat Was nie dotyczy wybierzcie inny spektakl, ot choćby "Pięć kilo cukru".