Archiwum

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Białystok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Białystok. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2016

Białystok Subiektywnie w nowej odsłonie


Drodzy czytelnicy!

Wasze zainteresowanie tym co piszę 
oraz dziesiątki miłych komentarzy 
przerosły moje najśmielsze oczekiwania. 
To bardzo motywujące, serdecznie Wam dziękuję 
i obiecuję dostarczać Wam jeszcze więcej inspirujących informacji.

Od dziś Blog Białystok Subiektywnie funkcjonuje w nowym miejscu, 
zapraszam Was serdecznie 
do dalszego czytania i komentowania, 
wystarczy kliknąć na poniższy link:


Już dziś znajdziecie tam dwa nowe wpisy:
Galerię zdjęć dotyczącą mniejszości tatarskiej oraz
subiektywną recenzję kontrowersyjnej książki 
Marcina Kąckiego pt. "Białystok. Biała siła, czarna pamięć"

Zapraszam!





piątek, 4 marca 2016

Barbecue U Miłego

U Miłego, ul. Mickiewicza 11, Białystok.


Trzeba przyznać, że poszły w miasto wici o nowym lokalu z porządnymi stekami. Jesteśmy koneserami mięsiwa więc niezwłocznie dokonaliśmy rezerwacji i przytupując z niecierpliwości czekaliśmy na sobotę. Pech chciał, że nie udało się przybyć na ustaloną 21:00. Pierwszy plus dla obsługi - jest kontakt telefoniczny z lokalem w najbardziej newralgiczny, sobotni wieczór. Rzeczowa pani manager pomimo półgodzinnego poślizgu zapewniła nam stolik. Na miejscu okazało się, że knajpa jest pełna po brzegi. Gwar, hałas, tłok. Kelnerki z obłędem w oczach uwijają się między stolikami. Bardzo się starają! 
Umieraliśmy z głodu i pragnienia więc niecierpliwie dokonaliśmy wyborów, menu nie jest długie. Przy alkoholach przyszło pierwsze zdziwienie. Butelka Pinot Grigio 65 zł, i z białych wytrawnych to tyle. Pół litra Finlandii - 90 zł. Gdyby nie porządny browar Miłosław za względną cenę 8 zł - chyba musieli byśmy zmienić lokal. 
Zamówiliśmy 4 steki z polskiej wołowiny -  po 44 zł za każdy i spokojnie czekaliśmy...obserwując to dziwaczne, jak się okazało, wnętrze (byłej greckiej tawerny jakby ktoś nie pamiętał co tu było wcześniej ). Posiłki przybyły szybko - przy takim obłożeniu lokalu naprawdę nie można się skarżyć. 
Nasze steki miały być krwiste, w zestawie z frytkami, do tego wzięliśmy różne surówki, grillowane warzywa i fikuśne sosy:



Dodatkowe sosy są bardzo smaczne ale okazały się zupełnie niepotrzebne, bo jak widać na zdjęciu, stek jest serwowany w sosie BBQ a do tego obsługa przynosi koszyczek z kilkoma klasycznymi sosami Heinz.


O ile coleslaw był bardzo w porządku, o tyle surówka z czerwonej kapusty jest pierońsko twarda, przeżuwanie jej w towarzystwie steka  to zadanie dla wytrwałych. 
Przechodząc do sedna, bo w końcu na steki do Miłego poszliśmy. Kilka razy powtarzaliśmy kelnerce, że chodzi nam o krwiste przyrządzenie wołowiny, niestety ostatecznie musieliśmy walczyć z odkrawaniem  każdego kęsa. Nasze kotlety były bardzo twarde, zdecydowanie "medium" a przy ich krojeniu drgał cały stolik... Kucharz wyraźnie "czuje bluesa" i ma potencjał jednak ...zarówno mięso jak i świetne frytki były zwyczajnie przesolone zaś jakość wołowiny pozostawia wiele do życzenia. Szkoda, szkoda!!!!

Krwisty? Ewidentnie medium.
Barbecue u Miłego to lokal z potencjałem, na razie  cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Kucharz rokuje dobrze - pomimo niedociągnięć jesteśmy przekonani o jego wielkich możliwościach. Zatrważające są jednak ceny alkoholu (radzimy właścicielom zajrzeć do popularnych białostockich restauracji i zejść na ziemię) oraz zdecydowanie żałosny wystrój wnętrza! Nieokreślony brązowo-bury kolor ścian, trzy rodzaje siedzeń - z trzech różnych epok: stylowe krzesła drewniane i metalowe z lat 90-ch, siedziska wykonane z palet oraz domowy kominek... choć ociepla to nijak tu nie pasuje...Tu blaszane autko a tam kolorowe mini - doniczki z kwiatkami - trochę to żałosne:




Najlepsze wrażenie zrobiła na nas ta krówka, o ile możemy coś zasugerować to wystrój wnętrza powinien iść własnie w tym kierunku: 


Życzymy powodzenia, przy odrobinie wysiłku i zrozumienia potrzeb lokalnej społeczności macie wielkie szanse na wpisanie się w gastronomiczną mapę Białegostoku.

piątek, 26 lutego 2016

Restauracja Kawelin

Kawelin, ul. Legionowa 10, Białystok
W miejscu, gdzie przez wiele lat znajdowało się coś w rodzaju ogródka piwnego o nazwie "Kino Polana", dziś pyszni się narożny, okazały budynek, nawiązujący kształtem do legendarnego Hotelu Ritz. Hotel Esperanto choć istnieje zaledwie kilka lat to ściśle nawiązuje do historii Białegostoku, także nazwą i wystrojem hotelowej restauracji Kawelin.

Przestronne wnętrze, urządzone nienachalnie lecz stylowo
Hotel Ritz

Hotel Esperanto 
Bywamy tam często z rodziną, ze znajomymi na piwie ale także w każdej kryzysowej sytuacji gdy nie mamy nigdzie rezerwacji a musimy dobrze zjeść lub kogoś pilnie a porządnie nakarmić.
Kawelin to miejsce szczególne z dwóch powodów: po pierwsze primo kuchnia jest doskonała (przy bardzo rozsądnych cenach) a po drugie...ta przestrzeń, ta wygoda i ta różnorodność form biesiadowania. Otóż, dajmy na to, chcemy tylko wyskoczyć na piwo i krążki cebulowe - no problem - cześć pierwsza - pubowa, klimat knajpiany, zamawiamy Allusa albo wódkę na kieliszku z wysoką stopką, może bezalkoholowe Mojito..nie ma sprawy: 
Mojito bez alkoholu a w tle śledziki na trzy sposoby
ikon smile
... albo chcemy posiedzieć w gronie kobiecym/męskim przy butelce wina/whiskey - porządnie się rozsiąść i pogadać - nie ma problemu - część dolna z wygodnymi sofami zaprasza. Butelka porządnego, białego wina za 35 zł! Muzyka nas nie zagłuszy (jak np. w Gramofonie). Innym razem świętujemy rocznicę ślubu - voila - na antresoli z pięknym widokiem na park, jest elegancka część restauracyjna z okrągłymi stołami. Przy większym gronie ta część knajpy może być całkowicie odseparowana od dołu za pomocą przesuwnych ścianek. Może jakieś chrzciny lub komunia - lokal ma i takie możliwości. Ostatnio przy grupie 75-o osobowej, obsługiwanej gdzieś w głębi znalazło się miejsce i dla nas...nie poczułyśmy z koleżankami, że jest tłum...tylko sofy były już zajęte, niestety.

Wygodne sofy na długie posiedzenia
Emotikon wink
Jedzenie w Kawelinie to temat rzeka, nie będę tu opisywać dania po daniu bo nie o to przecież chodzi. Podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami. Zapałałam miłością do tej restauracji gdy po raz pierwszy, zdaje się jeszcze w 2012 roku, zamówiłam nieśmiało sałatkę fit z rukoli. To było wielkie WOW. Połączenie takiej ilości składników w tak wysublimowany smak? Imponujące...nawet próbowałam robić taką sałatkę w domu, jednak vinegret jest nie do podrobienia:

Sałatka Fit z rukolą
 Emotikon smile 
Pierwsze porządnie zrobione krewetki w Białymstoku, jadłam właśnie tam - ale pamiętam to dobrze - krewetek tygrysich było 6 i trochę drogo wyszło, też pamiętam ;) Z owoców morza, jeżeli lubicie, polecam przegrzebki, nie zawsze znajdują się w menu ale przyrządzone są po prostu fenomenalnie:

Przyrządzić przegrzebki podobno umie tylko Gordon Ramsey, nie zgodzę się...w Kawelinie też umieją
Emotikon wink 
Pierogi z raków
Każdy znajdzie tu coś dla siebie...Pierogi z rakami - ulubione danie dzieciaków zanim odkryły, że jest specjalne menu dla dzieci. Turyści poszukujący lokalnych wyrobów mogą w Kawelinie zjeść fantastycznie serwowany ser koryciński - pod kloszem, z dymkiem, na ciepło - poezja. Inne przystawki takie jak tatar czy zupy - na najwyższym poziomie:

Tatar z rydzami, można zamówić żółtko

Zupa krem z białych warzyw z oliwą truflową
Steki - cena jak to za porządną wołowinę (powyżej 50 zł)  zwykle świetnie przyrządzone ale zdarzyło nam się, że mięso było takie-sobie, i nie zrzucam tu winy na kucharza bo w jego umiejętności nie wątpię, raczej na dostępność wysokiej jakości mięsa wołowego na lokalnym rynku.
Poetycko mogła bym pisać o deserach - spójrzcie na zdjęcia a zrozumiecie:

Stek w sosie Jack Daniel's, kluski śląskie z dziurką

Polędwiczka w ziołowym mchu
I dwa, przykładowe desery...poezja :)



Na koniec, żeby nie przedłużać, polecam spróbować ciemne piwo litewskie, ziołowe. Nie znam się na piwach ale w Kawelinie zawsze zamawiam tego Allusa, jest pyszny, lekko gazowany, aromatyczny i jak się przekonałam bardzo mocny. Emotikon tongue
...a wszystko to z imieniem Mikołaja Kawelina na sztandarze, podane w otoczce historii miasta, w oparach międzywojnia...ale o tym kiedy indziej.

piątek, 19 lutego 2016

Pięć kilo cukru - recenzja spektaklu

Pięć kilo cukru" - Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku. Spektakl obrazoburczy? 

Przyznaję, udałam się do teatru niezbyt dobrze przygotowana, coś tam czytałam, coś tam niby pamiętałam z repertuaru-ulotki, koleżanka nabyła bilety (pozdrowienia dla Eli P.) i już, poszłyśmy.
Byłam przekonana, że idę na spektakl o białostockich Żydach. Emotikon smile 

Po wyjściu z teatru, rozbawiona choć nieco zmieszana stwierdziłam, że raczej była to rzecz o izraelskich gejach albo ... raczej o życiu seksualnym Izraelczyków w XXI wieku. Dziś dodam, że także o obsesjach nowego pokolenia Żydów, które choć bardzo pragnie postawić grubą krechę pod rozliczeniem z Holocaustem to jednak nadal pewnych obsesji pozbyć się nie może. To także opowieść o społeczeństwie dzisiejszego Izraela. Czytałam trochę współczesnej literatury izraelskiej i śmiało mogę napisać, że "Pięć kolo cukru" oddaje ten specyficzny stosunek do świata, do seksu, do tabu...Generalnie im więcej czasu mija od wyjścia z teatru tym więcej się na temat tej sztuki ma przemyśleń...Bo niby dlaczego główny bohater bez owijania w bawełnę, wręcz z pychą, taki niby wyzwolony, opowiadał o swoich przygodach z kobietami a potem o przygodzie z chłopakiem nawet słowa wydusić nie mógł? No czemu? Aktorzy zagrali świetnie ... a pewne momenty nie były łatwe. Emotikon tongue
Wielowymiarowa, zabawna, zaskakująca... taka jest fabuła "Pięciu kilo cukru". Subiektywnie muszę dodać, że wolałabym, żeby scenografia była bogatsza. Za pusto jest ... ale każdy kto był w naszej Operze ot choćby na "Strasznym dworze" cierpi oglądając czarne tło.
Emotikon smile

...a jak weszłam do teatru to zastanowiło mnie, dlaczego jest tak dużo młodzieży w foyer? W tych konserwatywnych czasach, w Białymstoku, mieście miłosierdzia taki smaczek ...? Warto, warto!!!



środa, 17 lutego 2016

Mandarino - Pizza&Pasta&Vino. Restauracja śródziemnomorska

Mandarino, ul. Kilińskiego 8, Białystok.
Restauracja znajduje się w miejscu gdzie przez lata funkcjonowała tancbuda dla starszych roczników o nazwie "Alibi". Dziś lokal wygląda zupełnie inaczej. 
Restauracja choć urządzona nowocześnie, od drzwi urzeka swoją przytulnością. Wygodne sofy, rośliny, ciepłe kolory - jak w domu. Dodatkowo zaryzykuję tezę, że w Mandarino znajduje się najlepiej wyposażona przestrzeń dla maluchów. Moje dzieci są już duże ale jednogłośnie stwierdziły, że "jest wyyypas" i nawet trochę poharcowały po tym dwupiętrowym domku z dzwonkiem i z telefonem.

 Emotikon smile
Przechodząc do meritum...Menu w Mandarino to w zasadzie kuchnia włoska. Zamówiliśmy więc pizzę, dzieci naprawdę się na tym znają i same uradziły dodatki: 
Emotikon wink

Makaron tagliatelle z owocami morza w ostrym sosie pomidorowym, oraz polędwicę z dorsza pod gorgonzolą z kaszotto i tagliatelle z warzyw (!).


Czekaliśmy naprawdę krótko, bo zaledwie 15 minut ale pora była już mocno post-lunchowa, domyślam się, że przy pełnym obłożeniu trzeba uzbroić się w cierpliwość. Serwowane makarony są wyrabiane na miejscu, to się czuje - są mięciutkie, sos pomidorowy z prawdziwych pomidorów a nie z koncentratu, sos czosnkowy do pizzy - idealny, aromatyczny i w ilości wystarczającej nawet do wielgachnej pizzy. 
Fura sosu i parmezanu
Owoce morza - były w sam raz, specjalnie je zamówiłam bo po stopniu ich "gumowatości" można łatwo ocenić umiejętności kucharza. Są naprawdę w porządku! I w końcu pizza - od specjalistów pizzożerców dostała najwyższe noty! Po raz pierwszy w życiu nasze dzieci wolały dokończyć pizzę niż dostać deser, to znak że baaardzo im smakowała. Po pierwsze idealne, cienkie, ciasto, po drugie opcja samodzielnego doboru składników, których jest "w sam raz", po trzecie parmezan na stole - można sypać do oporu ... i ten sos czosnkowy.
Deser w końcu zamówiliśmy - tylko jeden, na próbę. Był idealny - to rożki z kremem czekoladowym i gorącymi, prażonymi jabłkami z gałką lodów i bitą śmietaną. Taka przepyszna wariacja na temat szarlotki na ciepło z lodami - bardzo udana z resztą.

Deser - wariacja na temat szarlotki z lodami
Jedna uwaga na koniec, nie to, że się czepiam ale trochę razi to dowolne, naprzemienne używanie angielskiego "pasta" z naszym swojskim makaronem. Starsze pokolenie naprawdę nie rozumie np. słowa "sale" tak jak nam się wydaje. Emotikon smile 
Piję tu do zdania z menu - "Wszystkie pasty podajemy ze świeżo startym parmezanem" 
Wygodny kącik, a nawet duży kąt tuż przy przestrzeni dla dzieci
Emotikon wink
Jeżeli będziecie rezerwować stolik w Mandarino i macie dzieci warto zająć super wygodny kącik tuż przy strefie dla dzieci - macie godzinę świętego spokoju.
To już kolejna, młoda, włoska restauracja w Białymstoku, która serwuje świetnej jakości dania w dobrych cenach. Dowóz na terenie miasta tylko 5 zł. Menu lunchowe bardzo atrakcyjne i urozmaicone, ostatnio jadłam makaron i szyjki rakowe są wprost  wyśmienite! Latem skosztowałam zupę krem i sałatkę, bardzo sycące. Polecam, spróbujcie!

sobota, 13 lutego 2016

Restauracja Wariatka

Wariatka Cocktail Bar & Restaurant, ul. Elektryczna 12. Białystok.

Jakże dumnie brzmi pełna nazwa lokalu, który mieści się w budynku Teatru Dramatycznego im. Al. Węgierki w Białymstoku. Tak, tak kochani to dokładnie tam gdzie był nasz stary Antrakt a potem Mistrz i Małgorzata! Kombatanckie wspomnienia...
Dziś to zupełnie inne miejsce: eleganckie i z doskonałą kuchnią. Piwnica pod teatrem przeszła autentyczną metamorfozę - zmieniła się z piwnej nory w przytulną i romantyczną restauracyjkę. 








Bardzo przyjemne wnętrze... i skąd się dowiedziałam, że tam jest dobre jadło? Prosta sprawa, barometrem, miarą i dowodem na wysoki poziom kuchni danego lokalu jest uczestnictwo w Nocy Restauracji. Kucharze mogą wtedy pokazać swój kunszt, wejść na kulinarną scenę miasta (a nie jest mała, o nie!) i zwyczajnie złapać klientów. Mnie złapali :)
To ta sałatka oraz zupa ze szparagów skradły moje serce w maju 2015: 



 Innym razem jadłam w Wariatce genialną sałatkę z orzechami nerkowca i kozim serem. Sałatka owa jest serwowana w wielkim liściu kapusty, z bagietką i ma to do siebie, że można nią nakarmić dwie i pół osoby ;) Pychota. 


No i na koniec: dania sylwestrowe. Tak, tak nawet Sylwestra w w Wariatce spędzaliśmy :)
Na poniższych zdjęciach: pescaccio z łososia i wędzonego halibuta z suszonymi pomidorami i szparagami, zupa: krem parmentier z buraczanym creme fraiche, confitowane udo kaczki z kolorowym puree z zielonym groszkiem w maśle estragonowym pod sosem z czerwonego porto oraz deser: torcik czekoladowy z gorącą białą czekoladą: 





Wata cukrowa on top. Ten proszek to tylko kruszonka, bez skojarzeń!

Na koniec szczera uwaga o obsłudze Wariatki: podziwiam pracowitość i cierpliwość zwłaszcza pana kelnera! Profesjonalizm 100%. Tak trzymać proszę państwa!

czwartek, 11 lutego 2016

Trattoria Gallo Nero

Białystok ul. Warszawska 30B. 
Gdy odwiedziliśmy Gallo Nero lokal istniał zaledwie 3 tygodnie (25 październik 2015). Restauracja znajduje się na ul. Warszawskiej, "na zapleczu" hotelu Gołębiewski, w miejscu gdzie kiedyś, przez lata istniała knajpa "Ulice świata". Potem przez krótki czas próbowano tam serwować ryby - nie udało się. Padła też, mocno promowana restauracja meksykańska, a była tuż po sąsiedzku ale ... Gallo Nero ma wielkie szanse na przetrwanie.


Na banerze wielkie hasło, nieskromnie twierdzą, że to najlepsza restauracja włoska na Podlasiu! Nie planowaliśmy wyjścia na obiad więc bez rezerwacji próbujemy dostać stolik. Pora obiadowa, niedziela, nie tylko my zgłodnieliśmy, okazuje się, że będzie ciężko, lądujemy przy małym dwuosobowym stoliczku z zastrzeżeniem, że jest zarezerwowany na 15:10. 

Mamy godzinę na skonsumowanie. Indaguję kelnerkę czy ciągle mają takie obłożenie, okazuje się, że tak! Jedzenie jest wyśmienite, o czym zaraz się przekonamy. Bierzemy pizzę quattro, bywało się w Italii to chcemy porównać czy pizza jak w Toskanii czy jak w Pizzahut.


Emotikon winkEgzamin zdany, pizza prawdziwie włoska, na cieniutkim chrupiącym spodzie, nie przeładowana dodatkami i nie skąpana sosem i olejem. Za to dodatki są bardzo dobrej jakości: smakowite karczochy, aromatyczne pieczarki, porządna szynka. Zaiste po włosku! Na koniec deser - panna cotta, ledwie zdążyłam zrobić zdjęcie - doskonała, sprężysta - polana pyszną czekoladą, dziecko chciało oblizać talerz. 
 Emotikon wink 
Restauracja jest estetycznie urządzona, w stylu trattorii - przytulnie i skromnie. Mamy tu kącik dla dzieci oraz imponujący piec do pizzy, to dzięki niemu tak genialne ciasto. Gdyby ktoś miał wątpliwości co znaczy gallo nero - motyw czarnego koguta konsekwentnie pojawia się w dekoracji wnętrza. Tuż przy wejściu można sobie poczytać dlaczego ów kogut taki kultowy ;)
Pozytywnym zaskoczeniem są ceny. Kieliszek prosecco 8 zł a duża pizza 30 zł. Nie wiem jak Wy ale ja tam jeszcze wrócę - jestem bardzo ciekawa jak kucharze radzą sobie z małżami, wołowiną czy z makaronami.
Jeżeli chcecie zjeść w Gallo Nero w weekend i w porze obiadowej to proponuję zrobić rezerwację, widzieliśmy jak kilka osób musiało wyjść z restauracji z kwitkiem, z powodu braku miejsc.
Trzymamy kciuki za Czarnego Koguta, ma wielkie szanse żeby przełamać złą passę tego miejsca. 
Piec do pizzy robi wrażenie od progu

Estetycznie, skromnie, przytulnie - Trattoria na całego

Kącik dla dzieci

Czarny kogut - Gallo Nero